Ja to robiłam nagminnie i namiętnie. Obojętnie czy musiałam wstać o 5 czy o 9. Nie było innej opcji. Zawsze, ale to zawsze, nastawiałam budzik na 60 minut przed „godziną zero” i przez ten czas wyrywał mnie on ze snu co 15 minut. Musicie wiedzieć, że jako rasowy śpioch, konieczność wstawania wtedy gdy muszę, a nie wtedy gdy chcę, powoduje że wali się mój świat, za każdym razem tak samo. Czy funkcja drzemki to złooo czy zbawienie dla tych najbardziej opornych?
Mówią na mieście, że aby nie zaspać i porządnie się wyspać należy wstać natychmiast po usłyszeniu pierwszego sygnału budzika. „Drzemka” jest zatem passé. Mimo to w dzisiejszych czasach każdy budzik, a tym bardziej telefon, który często służy nam jako budzik (a fe, nieładnie! o negatywnych skutkach korzystania z telefonu w sypialni tuż przed snem i zaraz po przebudzeniu, przeczytajcie tutaj). Niektórym jednak bardzo trudno jest stanąć na równe nogi z szeroko otwartymi oczami zaraz po świdrującym „drrr drrr drrr”. Swoją drogą podziwiam tych, którym trudno nie jest.
Przypomina mi się sytuacja z kilku lat wstecz kiedy ja i moi bracia mieszkaliśmy jeszcze z rodzicami. Otóż mój starszy brat (również wytrawny śpioch, bo przecież genów nie da się oszukać) miał pewien patent na wczesne wstawanie – teraz tak myślę, że to była pewna forma „drzemki”. Dokładnie robił tak: rano kiedy mama budziła go, krzycząc z dołu donośne „WSTAWAJ!!!”, on spuszczał jedną nogę spod ciepłej kołdry i co jakiś czas tupał piętą w podłogę aby na dole nikt nie miał wątpliwości, że na piętrze słychać kroki… Grunt to zaradność i pomysłowość.
Podobno jeśli tylko mielibyśmy do dyspozycji odpowiednią liczbę godzin snu, nie potrzebowalibyśmy budzików aby budzić się o odpowiedniej porze i wstawać wyspanym. Hmm… osobiście szczerze wątpię, bo mi nigdy nie jest dość. Zwłaszcza teraz z Kluskiem hierarchia wartości się pozmieniała – np. dość wysoko (tak wysoko, że nieosiągalnie) plasuje się możliwość przespania całej nocy bez konieczności wstawania. Pomarzyć każdy może…
Wracając do „drzemki” jednak, czytałam że korzystając z niej, wracając do snu bez wchodzenia w jego głębszy etap, można tylko utrudnić sobie wyrobienie nawyku wczesnego wstawania. Problemem może być również korzystanie zawsze z tego samego dźwięku budzika – to może doprowadzić do przyzwyczajenia się do niego i zwykłego przesypiania go. Warto zatem ustawić kilka melodyjek i pozwolić się zaskakiwać. Słyszałam też o funkcji, dzięki której na pewno nie będziecie mieli ochoty ponownie zasnąć, ale jest dość drastyczna no i przeznaczona dla tych, którzy mimo ostrzeżeń korzystają ze smartfonu jako budzika. Można bowiem zainstalować aplikację, która będzie wymagała rozwiązania pewnego problemu matematycznego zanim budzik przestanie dzwonić. Wooow, ekstremalnie!
Dobrze jest też, po usłyszeniu budzika, odsłonić zasłony albo włączyć światło, jednym słowem oszukać mózg aby niezaprzeczalnie dać mu sygnał że zaczyna się pora aktywności. Takie rady jak poranne ćwiczenia, rozciąganie, bieganie zachowam może dla siebie (choć w ramach poprawności, oficjalnie wspominam, że to podobno też działa…). Kolejną radą może być ustawienie budzika w miejscu nieosiągalnym na wyciągnięcie ręki, tak by go wyłączyć, trzeba było wstać. Albo np. zaopatrzyć się w któryś z pomysłowych budzików z tego posta.
Amerykańscy naukowcy mówią… Żartuję, nie wiem czy amerykańscy, ale naukowcy twierdzą, że „drzemka” to najgorsza opcja jaką możemy zafundować naszemu organizmowi z samego rana. W praktyce nie pomaga nam to w żaden sposób we wstawaniu, a już na pewno nie daje możliwości wypoczynku naszemu ciału i umysłowi. Wręcz przeciwnie – zapewnia nam pewną dawkę stresu od samego rana. No i mózg wariuje, bo już sam nie wie co się dzieje… Wstajemy czy śpimy, zasypiamy czy budzimy się? Zabawne szaleństwo – jakbyśmy się włączali, wyłączali, włączali, wyłączali. Tego nic i nikt na dłuższą metę nie wytrzyma. Poza tym przerywany sen może też utrudniać funkcjonowanie w ciągu dnia, zakłócać naszą koncentrację, powodować drażliwość i wahania nastroju, skutkować ospałością.
Wniosek jest jeden – ‚drzemka” okrada nas z dodatkowych minut cennego snu, na którego deficyt w dzisiejszych czasach i tak cierpi chyba każdy. No ale… wiem… powiedzieć łatwo.
Ale martwić się będziecie w poniedziałkowy poranek. Jutro sobota, budzikom śmierć!!!
Najnowsze komentarze