Dużo się ostatnio mówi o szeroko pojętej aktywności fizycznej. Ja muszę przyznać, że jestem z nią w ostatnich miesiącach na bakier, a jedyną moją aktywnością w ciąży były spacery do cukierni (po jagodzianki – pamiętacie ten wpis?), ćwiczenie bicepsów (na wyrabianiu ciasta drożdżowego), a ostatnimi czasy sprint do śmietnika z workiem pełnym pampersów (szyyybko, żeby Klusek się nie obudził!). Ale jak tylko mój dzieć trochę podrośnie „wezmę się za siebie” (Wy też obiecujecie to sobie średnio dwa razy do roku, najczęściej w okolicach 1. stycznia i tuż przed wakacjami…?), a póki co podziwiam i po cichu zazdroszczę tym, którym chęci i zapału nie brakuje. Tylko spójrzcie!
Nie każdemu urlop kojarzy się tylko z palmami, zimnym piwkiem, wylegiwaniem się na piasku i wygodami all inclusive. Mój kolega Wojtek postawił w tym roku na wakacje aktywne i ze zdjęć i relacji wynika, że na tego typu urlopie też można znakomicie się odprężyć i zresetować! Skoro mi narazie ze sportem nie jest po drodze, oczyszczę trochę sumienie i będę chociaż propagować zdrowy i aktywny tryb życia, a Wojtkowi dziękuję za fotki z rowerowej wyprawy z Helu do Świnoujścia 🙂 Spójrzcie na widoki, nie mogło być nudno!
Wojtek już dawno planował pokonać tę trasę rowerem, ale zawsze coś stawało mu na drodze (to zupełnie jak z moimi zapisami na aerobik). Również podczas tych wakacji plany miały pozostać tylko planami, gdyż w pierwszym tygodniu sierpnia czekał na niego rejs jachtem do Szwecji. (Nie)stety na kilka dni przed wypłynięciem, rejs został odwołany… Urlop jednak trzeba było jakoś spędzić, a w zanadrzu czekał na szczęście niewykorzystany pomysł. Kasa zatem migiem została wykorzystana na brakujący sprzęt (namiot, śpiwór, materac, sakwy itp.) i można było ruszać w szeroki świat!
Oczywiście mnie najbardziej interesował temat noclegów, snu i wysypiania się podczas takich intensywnych wakacji. Wojtek przyznał się, że już pierwszej nocy złamał prawo i nielegalnie (oł noł!) zanocował na pustej plaży. Ech, ten szum morza podczas zasypiania musiał być magiczny! Bardzo pomocny i dużo wygodniejszy niż karimata okazał się dmuchany materac i poduszka, którą Wojtek zabrał ze sobą. Poznajecie na zdjęciach piękną poszewkę marki Hayka? Pisałam Wam o niej o tutaj. Przecież w każdych warunkach należy nam się odrobina luksusu! Pozostałe noce spędzone już na legalu na terenie campingów były różne – na jednym z nich nasz podróżnik musiał użyć zatyczek do uszu – tak głośno było! 🙂
Przed wyjazdem Wojtek zaplanował ilość noclegów i mniej więcej to, w jakich miejscowościach chciałby spędzać noce. Oczywiście w praktyce wyszło trochę inaczej, jak to na spontan przystało! Wyprawa wzdłuż Bałtyku nie wymaga zbyt skrupulatnego planowania, ponieważ praktycznie w każdej miejscowości na trasie znajdują się pola namiotowe, a poza tym takie „nieznane” jest też ekscytujące! Wojtek starał się trzymać rowerowej drogi R10 i przejeżdżać dziennie ok. 70 km (wow, przez ostatni rok nie wiem czy jednorazowo autem tyle zrobiłam 😉 ). Zapytany natomiast o przyszłe plany rowerowe, odpowiada, że chciałby przejechać trasę Green Velo wzdłuż wschodniej granicy Polski, gdy tylko zostanie ona oddana do użytku (tu możecie poczytać więcej: www.greenvelo.pl). No i jest też nadzieja, na popłynięcie do Szwecji żaglówką. Taki ekstremalny Wojtek! 🙂
Bardzo przydatny podczas wyprawy okazał się również jeszcze jeden gadżet, dostępny w sieci salonów Selene Materace – nakładka na siodełko rowerowe marki Tempur. Zwłaszcza w ostatnich dniach wyprawy nakładka przynosiła sporą ulgę 😉 Generalnie, nakładka idealna była w dzień, a poduszka nocą.
Mam nadzieję, że zainspirowaliśmy Was wspólnie (nie, wcale nie podpinam się pod super wyczyn Wojtka) również do takiej formy spędzania wolnego czasu. Ja tu wszem i wobec obiecuję (mimo, że to ani Nowy Rok ani nie mam w planach plażingu w ciepłych krajach), że tylko odchowam trochę Kluseczka i też postaram się coś ze sobą zrobić 😉 Zresztą przyszłe wakacje to będzie harówka na budowie, więc myślę że fizycznie i tak dostanę nieźle w kość.
A Wy jak najchętniej spędzacie wakacje? Małe aktywne katowanko czy raczej wolicie leżeć i pachnieć? Przy okazji – pamiętacie inne poduszki, które zwiedzały świat w te wakacje? Pisałam o tym tutaj 🙂 Warto pooglądać zdjęcia!
1 Komentarz