I nie, nie chodzi o to, o czym pomyśleliście. Rzecz będzie o chrapaniu. Temat rzeka, wiem, ale trzeba się z tym raz na zawsze rozprawić. Przypuszczam, że każdy z Was zna problem – albo z autopsji albo zza ściany albo, co najgorsze, partner z własnego łóżka zarzyna aż miło. Aż 15 milionów Polaków nie może spać spokojnie przez chrapanie, więc nie ma opcji – w większości domów albo dziadek, albo mama albo niczego nieświadomy mąż „umila” w ten specyficzny sposób noce współlokatorów.
Są osoby, którym nic absolutnie nie przeszkadza w zasypianiu – głośna muzyka, wiercenie sąsiada majsterkowicza czy zakrapiana impreza pod oknem – ot przyłożą ucho do poduchy i dobranoc. Są też tacy, dla których nocą niezbędna jest absolutna cisza. Ja do takich osób należę. Problem pojawia się kiedy cyklicznie co noc musimy wysłuchiwać czyjegoś chrapania – nie dość że może to doprowadzić do obłędu, to nie pozwala na ludzkie wysypianie się. Wbrew pozorom męczące jest to dla obu stron – i dla słuchacza i dla osoby, która niemile widziane dźwięki (zaczęłam się grubo zastanawiać czy można tak powiedzieć o dźwiękach, których nie widać przecież?!) artykułuje. Mało tego – czytałam, że problem doprowadza w skrajnych przypadkach do rozwodów i zdrad! A brnąc dalej w statystyki – 70% chrapiących to mężczyźni, a chrapiący partner w ciągu 24 lat kradnie nam 2 lata snu…
Przyczyn chrapania jest wiele – od zaburzenia drożności nosa (alergia czy też krzywa przegroda nosowa albo inne polipy), przez otyłość po nadużywanie alkoholu czy przyjmowane leki nasenne. Ja z doświadczenia wiem też, że pozycja spania na wznak wzmaga chrapanie. Problem nie jest mi obcy, bo moja rodzina jest chyba obdarzona jakimś genem chrapania – za wyjątkiem mnie oczywiście 🙂 Pamiętam w dzieciństwie, nawet nasz pies chrapał, co było już szczytem.
Cierpienie psychiczne i lata niewyspania można oczywiście szybko zlikwidować nieskomplikowanym zabiegiem, na który niestety decyduje się wciąż niewielu – albo ze wstydu, bo jest to nadal dla niektórych krępujący problem albo ze zwykłego bagatelizowania sprawy. A gra jest warta świeczki – dla osiągnięcia spokoju własnego i domowników. A i rozwodu można uniknąć. Chrapanie nie zagraża życiu, więc mało kto próbuje się z nim ostatecznie rozprawić. Bardziej niebezpieczne mogą być bezdechy, które w konsekwencji mogą doprowadzić do niedostatecznego dotlenienia mózgu, serca, nerek i wątroby, czego efektem jest permanentne uczucie zmęczenia i niewyspania. Zatem apel: Rodacy, leczcie się [z chrapania]! 🙂 Z chrapaniem można walczyć, a spokojny sen jest przecież priorytetem. Czasami jednak wystarczy zmiana pozycji snu, wyleczenie przewlekłych infekcji, dobranie odpowiedniej poduszki, rezygnacja z używek, dieta lub zmiana temperatury i wilgotności powietrza w sypialni.
Komfort jakim jest właściwe wysypianie się powinien być dla każdego istotny, ponieważ skutkuje on naszą produktywnością w ciągu dnia. Moją misją tutaj jest przekonanie Was jak ważną kwestią jest ergonomia snu. Pisałam już parę razy o właściwym materacu, poduszce, o tym jak przygotować sypialnię przed snem. Dzisiaj do listy dodaję jeszcze walkę z chrapaniem. Naukowcy udowodnili, że osoba chrapiąca lub przysłuchująca się temu, traci co najmniej 1,5 h snu w ciągu nocy. Warto naprawdę powalczyć – o udany sen i spokój najbliższych. Jestem przekonana ponadto, że ma to ogromne przełożenie na relacje z najbliższymi. Jeśli wizja rozwodu jest dla Was przerażająca, zachęcam do wizyty u laryngologa. A w lżejszych przypadkach, gdzie problem nie jest bardzo zaawansowany być może wystarczy zrzucić parę kilogramów albo odstawić palenie? Do dzieła! Druga połówka na pewno się Wam odwdzięczy 🙂
Najnowsze komentarze