Być może fala wysokich temperatur, które nadchodzą nie jest najlepszą porą na ten post, bo kto myśli o kocach przy 30-stopniowych upałach, ale mam hit! Obecnie macie raczej ochotę położyć się na kafelkach i obłożyć się lodem, ale ja jednak pokażę Wam coś co mnie ostatnio urzekło. A wszystko za sprawą niezwykłego włókna merino. Muszę to mieć! [też tak jak mój A. uważacie, że nadużywam tego stwierdzenia…?]
A chodzi tak jak już zauważyliście o koc. Koc wykonany z wełny Merynosów – jednego z najbardziej cenionych gatunków owczej wełny na świecie. Owce Merino hoduje się na całym świecie, jednak uważa się, że wełna rasy hiszpańskiej, hodowanej w Alpach Południowych i w Australii jest obecnie tą naj. Koce z wełny Merino są ciepłe i puszyste ale zarazem bardzo lekkie – to z uwagi na to, że ich włókna posiadają zdolność kurczenia się i rozszerzania. Dlatego koce super grzeją w chłodne dni, ale sprawdzą się również świetnie latem, dostosowując się do warunków.
Owce mają niezwykle grube fałdy runa i zakręcone rogi na sporych rozmiarów głowie. Te małe słodziaki na pierwszym zdjęciu poniżej jeszcze ich nie mają 😉 Merynosy to gatunek owiec górskich, żyją w ekstremalnych warunkach i muszą umieć przystosować się do różnych temperatur – jak zaskoczy je zimą -20 stopni a latem podskoczy do 40 stopni to jakoś żyć trzeba i funkcjonować. I one sobie z tym świetnie radzą właśnie dzięki niezwykłemu runu, które jest jednocześnie baaardzo gęste, ale jego włókna są bardzo cieniutkie. Chodzi dokładnie o średnicę włókna, która jest dużo mniejsza niż zwykłej wełny czy nawet ludzkiego włosa, dzięki czemu jest bardzo przyjemna w dotyku i nie drapie. Budowa włókna sprawia, że wełna posiada ponadto właściwości samoczyszczące i antybakteryjne – to za sprawą obecności w niej keratyny, która tworzy środowisko niesprzyjające dla bakterii. Wełna nie jest trudna w pielęgnacji, można śmiało wrzucić ją na delikatny program do pralki. To właśnie zastanawiało mnie najbardziej, bo wizja koca za 2000 zł, który miałby zmechacić się po dwóch praniach nie była sympatyczna. Taaak… i tu pojawia się problem – cena. Niestety jest ona wysoka, ale zawsze można zainspirować rodzinę do wspólnego prezentu przy jakiejś okrąglutkiej rocznicy urodzin na przykład 🙂 A tak się składa, że taką będę świętować już za rok Kochana Rodzino i Drodzy Przyjaciele 😉
W kontekście pochłaniania wilgoci, Merino również nie ma sobie równych! Wilgoć jaką jest w stanie przyjąć, stanowi nawet do ok. 30% własnej wagi, przy czym należy zaznaczyć, że przy transporcie pary wodnej powstaje ciepło. Nasze ciało pozostaje zatem suche i ciepłe. Wełna ta oddycha, przystosowuje się. Patrząc na zdjęcia, moglibyście pomyśleć, że to szaleństwo, bo wizualnie koc wydaje się w sam raz na Alaskę, ale w rzeczywistości to właśnie niesamowite właściwości wełny sprawiają, że będzie on super rozwiązaniem na każdą porę roku. Duża zawartość lanoliny stanowi dodatkową barierę dla roztoczy, a co za tym idzie minimalizuje takie objawy jak: swędzenie, katar, podrażnienia skóry. Nic tylko brać.
Nie ulega też wątpliwości, że wełna doskonale wpisuje się w modną ostatnio politykę „eko”, co dla wielu będzie znaczącym argumentem. Chcąc jednak znaleźć JAKIEŚ minusy (było ciężko!), trafiłam na opinię, że włókna wełny merynoskiej schną wolniej i są nieco cięższe od włókien sztucznych. No i ta cena nieszczęsna – ale przecież za luksus trzeba płacić. Oczywiście pozytywów jest dużo więcej – do wspomnianych wcześniej, mogę jeszcze dodać, że nie wydziela ona nieprzyjemnych zapachów, co dla mnie też jest ważnym kryterium.
No i spójrzcie, nie tylko nam byłoby na pewno milusio otulić się takim kocem…
Najnowsze komentarze