Tabletki, maści, żele, pigułki. Na wszystko i na nic. Suplementy, witaminki, leki i antybiotyki. Kochane i uwielbiane przez wielu z nas. Na lepsze trawienie schabowego, na wypadające po rozjaśniaczu i codziennym prostowaniu włosy, na lepsze przyswajanie promieni słonecznych (kobiety lubią brąz nananna), w końcu na… SEN. Czy aby sami nie fundujemy sobie grubymi nićmi szytego oszustwa i substytutu szczęśliwego snu właśnie?
Jak wiadomo bezsenność jest najczęściej występującym zaburzeniem snu. Jak z nią walczyć? Oczywiście większość z nas idzie na łatwiznę i leczy ją objawowo, zamiast poszperać w jej przyczynach. Według badań już 50% Polaków cierpi na bezsenność, ale to niestety nie wpływa na poziom wystarczającej wiedzy na jej temat wśród pacjentów a nawet lekarzy. Niestety może być ona oddzielną jednostką chorobową albo po prostu skutkiem innej dolegliwości. Ale co najłatwiej zrobić? Założyć czapkę, podreptać do apteki, poprosić o jakąś niegroźną tableteczkę na sen bez recepty, łyknąć, zasnąć i zapomnieć? No chyba nie, bo problem powróci już kolejnego wieczoru. I sami wpędzimy się w to (o)błędne koło. Bezsenność jest taką samą chorobą jak migrena, grypa czy złamana noga. Warto ją leczyć, bo – Rodacy, powtórzę to setny raz – jakość naszego snu znacznie wpływa na nasze funkcjonowanie za dnia, na to czy będziemy aktywni, dynamiczni i trzeźwo myślący czy jednak ze zwieszoną głową będziemy tylko czekać aż minie kolejny szary dzień pozbawiony emocji.
Leki nasenne mają często działanie uspokajające, opóźniające czas reakcji, pogarszają koordynację ruchową i wpływają na nasze skupienie. To za sprawą tego, że mają one wpływ na centralny układ nerwowy, co powinno skłaniać nas do dużej ostrożności i rozwagi podczas ich przyjmowania. Generalnie w kwestiach środków wpływających w pośredni lub bezpośredni sposób na naszą psychikę powinniśmy być zawsze na maksa ostrożni. Bo można nawywijać, każdy to chyba wie.
Tabletka hops do buzi i po problemie. Otóż nie. Kłopoty ze snem trzeba zniszczyć w zarodku, dlatego przyjmowanie leków nasennych na własną rękę może nie przynieść najlepszych rezultatów w przyszłości. To niestety tylko zamiatanie problemu pod dywan. Czytałam, że już 15% osób po siedemdziesiątce zażywa leki nasenne regularnie. Problem bezsenności nie dotyczy jednak tylko osób starszych. Mogą na nią cierpieć dzieci, młodzież, ludzie w średnim wieku, nie ma ograniczeń wiekowych, a bezsenność nie wybiera. Przyczyną mogą być często problemy w domu, szkole, pracy, lęki, depresje. Często w leczeniu wykorzystuje się środki farmakologiczne, ale muszą być one zażywane pod okiem i kontrolą specjalisty, a nie na własną rękę i z własnym dawkowaniem („Dziś sobota, to biorę jedną bo nie jest źle, tylko stary mnie trochę wkurzył; środa – to dwie bo szef się czepiał; w piątek – to już trzy bo chyba skonam po tym całym stresującym tygodniu”)…
Nie ma leków bezpiecznych w 100%, także tych nasennych. W bezsenności wykorzystuje się różne grupy leków – melatoninę (która imituje naturalny hormon snu), leki antyhistaminowe i leki na bazie naturalnych składników, które nota bene też nie są super bezpieczne wszystkie dla wszystkich. Należy bowiem leki dostosować do stanu zdrowia, wieku, przyjmowanych już medykamentów. Żadnego leku jednak – czy to bez recepty czy przepisywanego przez lekarza – nie można stosować przewlekle, gdyż istnieje ryzyko uzależnienia lub uodpornienia się od niego. Leki na receptę starszej generacji, to w ogóle był hardkor, bo uzależniały jak narkotyki, teraz ich skład jest już bardziej innowacyjny, ale nadal należy być ostrożnym w ich przyjmowaniu. Specjaliści są zdania, że tabletki takie należy zażywać jedynie w sytuacji kryzysowej, nie profilaktycznie. Niektórym osobom wystarcza nawet świadomość, że taki lek mają w domu i śpią aż chrapią. Warto być oszczędnym w ich przyjmowaniu, ponieważ bardzo szybko możemy rozwinąć w sobie nawyk „nie wzięłam tabletki, to nie zasnę. koniec kropka”.
Do tematu bezsenności, jak do wszystkiego, trzeba podchodzić indywidualnie. Jeśli z leków korzystamy sporadycznie i rozsądnie, mogą być naszym wybawieniem. Jeżeli w ich zażywaniu nie znajdziemy granic, szybko mogą stać się naszym przekleństwem. Najważniejsze to pamiętać o tym, że nie są one jedynym wyjściem z sytuacji. Po pierwsze: lekarz, psychoterapeuta.
Na koniec coś za co nie biorę odpowiedzialności, ale taką informację znalazłam w odmętach internetu: Badacze z Laval University School of Psychology w Quebecu zbadali wpływ tabletek nasennych na zdrowie osób ich przyjmujących. Okazało się, że środki nasenne (biorąc pod uwagę czynniki, takie jak rodzaj przyjmowanych leków, aktywność fizyczną, depresję, palenie tytoniu, spożywanie alkoholu) o około 36% zwiększają ryzyko przedwczesnej śmierci (!). Nooo, także tego… może obejdzie się dzisiaj bez wspomagaczy?
Dziś było edukacyjnie. Chyba odezwały się we mnie moje pedagogiczne korzenie.
Najnowsze komentarze