Czy liczenie baranów na bezsenność przyniosło Wam kiedyś oczekiwany efekt? Trzeba przyznać, że jest to jakiś sposób, a jak wiadomo tonący brzytwy się chwyta, ale może istnieją inne bardziej skuteczne rozwiązania? Zapraszam do zapoznania się z moimi pomysłami i tymi, które znalazłam dla Was w otchłaniach internetu i wśród bliskich i znajomych. Niektóre okazały się zupełnie oczywiste…
Chyba każdemu z nas zdarza się czasami taka noc, która ciągnie się nieubłaganie, a my zamiast słodko (i cicho!) pochrapywać, przekręcamy się jedynie z boku na bok, spoglądając na tarczę budzika i odliczając niecierpliwie każdą minutę.
Nie ma jednak sytuacji beznadziejnej, a my możemy walczyć o sen! Moim sprawdzonym sposobem jest wspominanie i wymyślanie co by było gdyby… Jednym słowem typowo babskie rozwiązanie.
Właśnie wyobraziłam sobie mojego męża, któremu sprzedaję taką radę – raczej by mnie wyśmiał i zażądał konkretów. Ach ci mężczyźni…
A więc konkrety: szklanka ciepłego mleka tuż przed snem, książka (niezbyt wymagająca, żeby nie spowodowała efektu odwrotnego niż zamierzony), cicha kojąca chill out’owa muzyka w nastawionym na pół godziny radio albo lampka wina (albo dwie, no ewentualnie trzy – też działa ).
Internet też ma coś do powiedzenia w tej kwestii. Otóż, udowodniono, że im mniej bodźców, tym lepiej, czyli zadbajmy o odpowiednie zaciemnienie sypialni (oszukujemy mózg, aby nie pomyślał nie daj boże, że już dzień) oraz błogą ciszę (dla niektórych rozwiązaniem mogą okazać się stopery do uszu). Kluczem do sukcesu może być też odpowiednio dobrany do naszych potrzeb materac (mój jest super, a znajdziecie go tutaj). Niektórym może przeszkadzać sprzęt rtv w sypialni – ja np. średnio raz w miesiącu kłócę się z małżonkiem mym o to, jak fajnie byłoby mieć telewizor w sypialni (on) i jak dobrze, że go nie mamy i nigdy never nie będziemy go mieć (ja). Jestem nieugięta i nieprzekupna. W sypialni powinniśmy mieć też zachowany względny porządek, mówię tu o tym aby była to przestrzeń, która będzie nas relaksowała a nie przypominała nam o przykrych obowiązkach, takich jak góra nieuprasowanego prania, sterta książek związanych z pracą, które MUSIMY przeczytać czy brudne skarpetki rzucone błogo pod łóżko (żeby nie było – ja tego nie robię, ale po ośmiu latach z A. myślę że to walka z wiatrakami by wymagać ich codziennego usuwania; na tym polu zatem się poddałam, ale telewizora nie odpuszczę!). Warto pomyśleć o codziennym wietrzeniu miejsca w którym śpimy, utrzymaniu odpowiedniej temperatury 18-21 st.C i wilgotności. Objadanie się przed snem też nie ułatwi nam sprawy, dlatego zamiast obfitej kolacji, wybierzmy się na spacer (wieeeem – marny substytut).
Może Wy macie swoje osobiste sprawdzone – te mniej i bardziej konwencjonalne – sposoby na szybkie zasypianie?
Najnowsze komentarze